Dlatego polecam wybranie się poza obręb wielkomiejskiej cywilizacji i odwiedzenie Zielonej Wyspy takiej, jaka zachowała się w małych miasteczkach i na wsiach. Dokonać tego najwygodniej jest wypożyczając samochód. Koszt takiego przedsięwzięcia nie jest wysoki. Firmy udostępniające auta z reguły na weekend oferują rewelacyjne promocje. Wystarczy przyjść z prawem jazdy i kartą kredytową (nawet zwykłe karty bankomatowe mogą działać - przypadek znany z autopsji :-)). Dla 3-osobowej rodziny mały samochód typu Ford Fiesta można mieć od piątku popołudnia do poniedziałku rana za około 70 euro (nie wliczając kosztów paliwa). Co prawda w Irlandii obowiązuje ruch lewostronny, ale dość szybko można się do niego przyzwyczaić. Jeśli obawiamy się kierowania "po lewemu" zawsze można wybrać się na wycieczkę z mężczyzną pod pachą i obsadzić go w roli kierowcy - na pewno potraktuje to jak wyzwanie, a możliwość pochwalenia się po powrocie kolegom o jeździe na angielską modłę, na pewno doda mu odwagi. ;-) Dla ostrożnych przewidziano możliwość wykupienia dodatkowo ubezpieczenia samochodu, które chroni nas przed ewentualnymi stłuczkami. Jeżeli nie podróżujemy z mężczyzną a mimo wszystko nie chcemy odważyć się na jazdę po lewej stronie, Irlandia oferuje dobrze rozwiniętą sieć połączeń autokarowych i autobusowych - na pewno dostaniemy się w okolice na których nam zależy z każdego końca wyspy (http://www.buseireann.ie - bilety można zamawiać przez internet).
Po wyjechaniu z miasta krajobraz diametralnie się zmienia. Nie dość, że w całej Irlandii praktycznie nie ma bloków mieszkalnych, wszystko to same domki, to w dodatku jak okiem sięgnąć pola poprzecinane są niskimi murkami, które pełnią między innymi rolę ochronną, aby wiatr nie wywiewał zasiewów na miedzę sąsiada. Im dalej na zachód, tym bardziej zielono i malowniczo (2).
Â
|
Jadąc samochodem polecam spróbować zjechać z autostrady i część podróży odbyć bocznymi drogami - praktycznie w każdym miasteczku i wiosce warto zwiedzić lokalny cmentarz (3).
Â
|
Piękne, celtyckie krzyże i specyficzny sposób opisywania nagrobków dodaje uroku. Niejednokrotnie natrafić można na kilkusetletnie ruiny kościołów, które stoją zapomniane w cienistych zakątkach - w Polsce zapewne otrzymałyby rangę zabytku klasy zerowej a tam to niemalże powszechność.
Obowiązkowo zobaczyć należy słynne Klify Moheru. W tym celu należy udać się do miejscowości Doolin na zachodnim wybrzeżu, skąd już tylko parę kilometrów dzieli nas od zapierających dech w piersiach widoków (4, 5).
Â
| Â
|
Doolin ponadto znane jest z trzech najsłynniejszych w całej Irlandii pubów muzycznych. Jeśli mamy więcej czasu, polecam przejść się do miejscowej przystani i przepłynąć promem na wyspy Aran, a szczególnie największą z nich - Inishmore. Dopłynąć tam można również z Galway. Niezapomniane wrażenia gwarantowane. Myślę, że ujrzeć znaczy więcej niż tysiąc słów (6, 7).
Â
|
 |
Jeśli chodzi o noclegi, najtańsze można znaleźć w hostelach już za około 16-20 euro od osoby. Warunki w nich są spartańskie, przypominające polskie chatki studenckie, jednak klimat i atmosfera rodzinności w tych miejscach są jednorazowe. Bardziej wymagający turyści mogą znaleźć zakwaterowanie w lepszych schroniskach (ok. 30 euro), pensjonatach (25 - 70 euro) lub hotelach (80 euro wzwyż za nocleg od osoby).
Dla tych, którzy chcieliby przy okazji wizyty w Irlandii posmakować trochę Szkocji, definitywnie polecam wybrać się na wycieczkę w góry Wicklow. Autobusy odjeżdżają codziennie z Dublina i okolic a więcej informacji można uzyskać na stronie internetowej http://www.wildwicklow.ie. Po drodze odwiedzamy wytwórnię tkanin, następnie Glendalough, czyli dolinę dwóch jezior (8),
 |
przechodzimy kawałek szlakiem turystycznym obok najstarszego zachowanego kościoła w Irlandii (murowany, ma ponad 1000 lat) oraz zaliczamy Sally Gap Adventure, czyli o tym jak Irlandia udaje Szkocję. Zwiedzamy tereny parku narodowego, gdzie kręcono między innymi filmy Braveheart, Maria królowa Szkotów, Elizabeth oraz kilka innych znanych produkcji (9).
Â
|
Pisać i opowiadać w ten sposób o różnych miejscach Zielonej Wyspy można całymi dniami. Nie chcę zanudzić czytelniczek - mam nadzieję, że ten tekst przynajmniej zachęcił do odwiedzenia kraju, gdzie piwo ma niepowtarzalny smak a owce potrafią beczeć z przytupem. :-)
Na zakończenie może jeszcze troszkę o samych Irlandczykach. Rdzenni mieszkańcy wyspy są pogodni, uśmiechnięci i bardzo życzliwi. Uwielbiają opowieści, przesiadywanie w barach i dobrą muzykę. Szczególnie życzliwość widać poza metropoliami. Nagminnie zdarza się, że mijana na ulicy osoba po prostu się do nas uśmiechnie. Jadąc samochodem przez mniejsze wioski zauważymy, że mijani kierowcy pozdrawiają nas ruchem ręki takim, jak u nas dziękuje się za wpuszczenie kogoś na pas, albo ustąpienie pierwszeństwa. Nawet w centrum Dublina zdarzy się, że gdy stoimy na chodniku z mapą miasta i nie za bardzo wiemy w którą stronę się udać, przypadkowy przechodzień podejdzie i zapyta, czy nie potrzebujemy pomocy. Niejednokrotnie można dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy na temat na przykład tego, na co akurat spoglądamy a co wydaje się zwykłym domem, o którym nie wspomniano w żadnym opracowaniu turystycznym.
Komentarze